Czy przekreślać całkowicie kredyty w obcej walucie?

Kredyty denominowane w walutach obcych – kiedyś niezwykle popularne – dziś stanowią zaledwie ułamek całego portfela kredytowego w polskich bankach. Co więcej – nawet jeśli ktoś chce się kredytować w ten sposób, może być mu ciężko znaleźć instytucję, która kredytu udzieli.

Po perturbacjach w światowej gospodarce i rozchwianiu kursów walutowych, w tym szczególnie bolesnego dla naszych kredytobiorców – kursu franka, mit bezpiecznego zadłużania się w walutach obcych runął. Drastycznie zmieniły się też zasady przyznawania takich kredytów.

Obecnie szasnę na nie mają tylko osoby, które w walucie kredytu zarabiają. Mówi o tym przyjęta w czerwcu 2013 roku rekomendacja S Komisji Nadzoru Finansowego: „ Bank powinien wyeliminować ryzyko walutowe klienta detalicznego poprzez zapewnienie w odniesieniu do nowo udzielanych kredytów pełnej zgodności waluty ekspozycji i przychodów, z których będzie ona spłacana. W przypadku klientów (lub gospodarstw domowych) uzyskujących dochód w kilku walutach bank powinien zapewnić zgodność waluty kredytu z walutą, w której kredytobiorca (lub gospodarstwo domowe) uzyskuje najwyższe dochody z przyjmowanych do kalkulacji zdolności kredytowej a w przypadku pozostałych walut bank powinien założyć ich deprecjację o 20 %. (…)

Kredyty walutowe, indeksowane lub denominowane w walutach obcych powinny być produktem oferowanym wyłącznie klientom uzyskującym trwałe dochody w walucie kredytu, zapewniające regularną obsługę i spłatę kredytu”.

W efekcie udział kredytów walutowych w całym portfelu drastycznie zmalał. Z danych Amron – Sarfin dla Związku Banków Polskich za III kw. 2016 wynika na przykład, że kredyty złotowe w analizowanym okresie stanowiły aż 98,5 % całości udzielonych kredytów. Z 1,5 % przypadającego na te w obcych walutach kredyty denominowane w euro stanowiły 1,06% wartości wszystkich nowych kredytów hipotecznych, a kredyty we franku szwajcarskim – zaledwie 0,04%.

m-122

Nie ma się co dziwić, że wynik jest tak niski. Kredyty walutowe – co zrozumiałe – nie cieszą się obecnie popularnością, ale takżę – nawet jeśli zarabiamy w obcej walucie – są po prostu trudno dostępne i drogie. Najłatwiej będzie nam się kredytować w euro czy dolarze. Znacznie trudniej w mniej popularnych walutach. Problem mogą mieć np. emigranci do UK. Kredyty w funtach są dostępne jedynie w kilku bankach. Bardzo ciężko będzie również emigrantom do Skandynawii, by kredytować się w polskich bankach w koronach szwedzkich czy norweskich.

Druga sprawa to koszty. Jeśli mamy szansę na kredyt denominowany w obcej walucie, nie powinniśmy jednak liczyć na to, że będą niskie. Banki w takiej sytuacji najprawdopodobniej będą oczekiwać od nas przedstawienia większego wkładu własnego (nawet 40 proc.). Możemy spodziewać się też wyższej marży.

Mimo wszystko gra może być jednak warta świeczki, choć warunki postawione przed chcącymi się kredytować w obcych walutach są naprawdę trudne. Każdy kto rozważa wzięcie takiego kredytu powinien spróbować zrobić symulację całościowych kosztów w danej walucie i w PLN. Dlaczego? Może się okazać, że mimo wszystko ten pierwszy będzie tańszy.

W strefie euro ciągle obowiązują ujemne stopy procentowe. Wskaźnik EURIBOR, po którym największe banki strefy pożyczają walutę innym bankom, wynosi obecnie minus 0,29 proc. (EURIBOR 3M). Może to oznaczać, że po dodaniu marży polskiego banku, całościowy koszt kredytu okaże się niższy niż w złotym.

Oczywiście kredytobioraca powinien mieć świadomość ryzyka kursowego. Ostatnie 10 lat z pewnością go tego nauczyły…

Marcin Moneta
Dział Analiz WGN

Print Friendly