Kredytobiorca na finansowym zakręcie – podpowiadamy rozwiązania

Niespłacone raty kredytu? Nie czekaj biernie na rozwój sytuacji. Jeśli nie ma widoków na szybką poprawę, zgłoś się do banku – szczerze powiedz o swoich problemach. Pod żadnym pozorem nie myśl o finansowaniu kredytu innym kredytem. Szukaj środków gdzie indziej. „Przeproś się” z rodziną i znajomymi…

To kilka podstawowych rad dla osób na finansowym zakręcie. Nasze zachowanie w momencie, gdy wpadamy w tarapaty może przesądzić o tym, czy damy radę z nich wyjść, czy pogrążymy się jeszcze bardziej. Ignorowanie problemu, oznacza hodowlę długu. Nie odbieranie telefonów, nie odpowiadanie na korespondencję banku, nie czytanie monitów – wszystko to są bardzo złe rozwiązania, które jedynie pogorszą naszą sytuację. Im dłużej trwa opóźnienie ze spłatą, bez kontaktu z bankiem, tym gorzej. W ten sposób jedynie dajemy instytucji finansowej czas na sięgnięcie po bardziej zdecydowane środki. Nasz dług rośnie, do tego mogą dojść karne odsetki itd.

Tak więc, nie czekajmy na to, co przyniesie los. Jeśli problem jest poważniejszy – np. utrata pracy itp. koniecznie poinformujmy o tym bank. Najlepiej jest w formie pisemnej przedstawić swoją sytuację finansową, zaproponować rozwiązanie. Pamiętajmy, że banki nie są zainteresowane egzekucją długów. W ich interesie jest posiadanie dłużników, którzy będą przez określony czas regularnie wywiązywać się z zobowiązania. Dlatego też instytucje finansowe zamiast sięgać po bardziej radykalne rozwiązania, raczej zaproponują jakieś środki zaradcze – w grę wchodzą np. wakacje kredytowe, a więc okres – najczęściej roku – w którym spłata rat jest zawieszona, tak by dłużnik wyszedł na „prostą”. Inne możliwe rozwiązania to np. wydłużenie okresu kredytowania dzięki czemu miesięczna rata będzie niższa (ale cały kredyt będzie finalnie droższy), czy też choćby kredyt konsolidacyjny – a więc połączenie kilku zobowiązań w jedno, co w sumie zmniejsza wysokość obciążeń.

Najcięższym błędem, który może popełnić dłużnik z problemami, jest próba zaciągnięcia dodatkowego długu/pożyczki na spłatę pierwotnego zobowiązania. Oczywiście, w krótkim okresie może to przynieść jakiś skutek, ale na dłuższą metę może być jeszcze gorzej. Dlaczego? Ponieważ najczęściej w grę wchodzi dodatkowy kredyt, droższy od pierwotnego. Z reguły są to kredyty/pożyczki gotówkowe, najdroższe, najwyżej oprocentowane na rynku, z rzeczywistym rocznym oprocentowaniem na poziomie kilkunastu procent.

Znacznie lepszym wyjściem byłoby zaciągnięcie tzw. pożyczki hipotecznej, o wiele tańszego kredytu, zabezpieczonego na nieruchomości, ale właśnie – do tego trzeba mieć dodatkową nieruchomość. W grę nie wchodzi kredyt zabezpieczony nieruchomością, która jest już zabezpieczeniem pierwotnego kredytu. Nie wszyscy są w tak komfortowej sytuacji, że dysponują dwoma mieszkaniami. Jeśli jednak tak jest, to dłużnik łatwo sobie poradzi z problemami, niekoniecznie zadłużając się. Może np. jedno z mieszkań sprzedać, czy też wynająć.
Tu nasuwa się kolejne ewentualne rozwiązanie trudnej sytuacji – możemy rozważyć sprzedaż naszego mieszkania, z którego spłatą mamy problem. Takie wyjście ma zresztą ustawowy charakter.

Otóż w tym roku wiele się zmieniło na korzyść dłużników kredytowych. Weszła w życie ustawa o kredycie hipotecznym. Zgodnie z nią jeśli kredytobiorcy powinie się noga, bank ma najpierw wezwać go do spłaty, wyznaczając termin nie krótszy niż 2 tygodnie. Klient w terminie nie krótszym niż 14 dni może też złożyć wniosek o restrukturyzację zadłużenia. Bank ma zaproponować w takim scenariuszu kilka możliwych rozwiązań – np. wakacje kredytowe, kredyt konsolidacyjny itp. Jeśli żadne nie wchodzi w grę, instytucja finansowa musi dać dłużnikowi półroczny okres na sprzedaż nieruchomości. Pieniądze w ten sposób uzyskane mają pójść na spłatę zobowiązania. Jeśli okażą się zbyt małe, bank może oczekiwać spłaty pozostałości, ale w sposób dostosowany do sytuacji finansowej kredytobiorcy.

Inna ważna zmiana ustawowa – z naszego systemu prawnego rok temu zniknął prawdziwy „bicz” na kredytobiorców, czyli tzw. Bankowego Tytułu Egzekucyjnego, który pozwalał wszcząć egzekucję wobec dłużnika w uproszczonym i szybkim trybie. Tytuł ten był wykorzystywany a nawet nadużywany przez banki, także wobec osób, które miały tylko przejściowe trudności. W 2015 roku Trybunał Konstytucyjny orzekł, że takie rozwiązania są niezgodne z ustawą zasadniczą. Rok później tytuł egzekucyjny przestał istnieć w polskim prawie.

Monika Prądzyńska
Dział Analiz WGN

Print Friendly