Archiwa kategorii: Aktualności i finanse

Co daje nadpłata kredytu hipotecznego?

Nadpłacanie kredytu hipotecznego pozwala szybciej pozbyć się zobowiązania, ale też neutralizuje skutki ewentualnych podwyżek stóp procentowych, a te mogą być bardzo bolesne dla naszych domowych budżetów, zwłaszcza jeśli „przyzwyczailiśmy się” do niskich rat, spowodowanych rekordowo niskimi stopami NBP.

Ryzyko stopy procentowej polega na tym, że w przypadku, gdy stopy rosną, rośnie też oprocentowanie, a więc wysokość naszych rat. Taki stan rzeczy odbija się oczywiście negatywnie na rentowności inwestycji mieszkaniowych pod wynajem, ale też szerzej – po prostu na wydolności naszych finansów.

Od marca 2015 roku mamy w Polsce najniższe w historii stopy procentowe. Podstawowa stopa NBP wynosi 1,5 proc. Na tak niskim poziomie nie była nigdy. Niskie stopy procentowe oznaczają tani kredyt i wzrost zdolności kredytowej obywateli oraz po prostu niskie raty. W przypadku inwestorów na rynku najmu obecna sytuacja jest bardzo korzystna. Przeciętny czynsz najmu pozwala na bieżąco spłacać raty kredytu. To się jednak mogłoby zmienić, gdyby stopy zaczęły rosnąć.

Seria cięć, która doprowadziła do obecnego rekordowo niskiego poziomu, zaczęła się w maju 2012 roku. Wtedy podstawowa stopa NBP wynosiła 4,75 proc. Była więc wyższa o ponad dwie trzecie. Co by się stało, gdyby wróciła do tego samego poziomu?

Załóżmy, że Jan Kowalski obecnie zaciąga kredyt w wysokości 300 tys. zł, w ratach równych – na 30 lat. W takiej sytuacji miesięczna rata jego zobowiązania wyniosłaby obecnie około 1350 – 1400 zł. Jeśli jednak stopy procentowe wzrosłyby do poziomu 4,75, a oprocentowanie kredytów (WIBOR plus marża) tym samym wzrosłoby do około 7 proc. (wg danych Amron Sarfin dla Związku Banków Polskich obecnie przeciętne marże wynoszą 2,14 proc.) to rata takiego miesięcznego zobowiązania wzrosłaby o około 500 zł.

Taka podwyżka – choć z pewnością nie nastąpiłaby od razu, bowiem Rada Polityki Pieniężnej podnosi stopy sukcesywnie –mogłaby być jednak bardzo bolesna dla domowych finansów.
Co prawda nie ma na razie widoków na podwyżkę stóp procentowych w tym roku (ostatnio Rada Polityki Pieniężnej zostawiła je na niezmienionym poziomie i wiele wskazuje na to, że tak będzie nie tylko do końca tego roku, ale i w roku przyszłym), mimo to jednak warto zdawać sobie sprawę, że okres niskich stóp jednak powoli zbliża się ku końcowi.

By nie przeżyć nieprzyjemnego zaskoczenia rosnącymi ratami, można stworzyć sobie odpowiednią poduszkę finansową. Zgromadzony kapitał może posłużyć np. do spłaty części kredytu.

Jak i kiedy nadpłacać?
Nowa ustawa o kredycie hipotecznym, która niedawno weszła w życie, zwiększa możliwości obywatela w tym zakresie. Przede wszystkim, jeśli spłaciłby zobowiązanie przed terminem, nie zapłaci prowizji. Zgodnie z ustawą ta może być naliczona przez bank, tylko jeśli spłata ma miejsce w okresie do 3 lat od zaciągnięcia kredytu. Dotychczas wiele banków stosowało w tym zakresie okresy dłuższe – nawet do 5 lat, choć były i takie, które naliczały sobie opłaty prowizyjne za szybszą spłatę nawet po tym czasie. Nowa ustawa ogranicza także wysokość ewentualnej prowizji za szybszą spłatę. Otóż maksymalnie może ona wynieść 3 proc. wartości kredytu, natomiast nie może być wyższa od rocznej sumy odsetek, które płaci kredytobiorca.

Okres niskich stóp, a więc niższych rat kredytu, można wykorzystać do gromadzenia środków, tak by w odpowiednim momencie spłacić część zobowiązania. Dokonując analizy obciążenia domowych finansów, jeśli poziom rat sprzed serii cięć stóp był akceptowalny finansowo, można nadal przeznaczać na kredyt tę samą kwotę.

Nie warto jednak nadpłacać kredytu małymi kwotami. Symulacje w tym zakresie pokazują, że bardziej opłacalnym rozwiązaniem jest spłata jednorazowo większej części. Kredytobiorca dzięki takiemu rozwiązaniu spłaca znaczą część kapitału – może więc szybciej pozbyć się zobowiązania kredytowego i jednocześnie minimalizuje negatywny wpływ ewentualnej podwyżki stóp procentowych.

Marcin Moneta
Analityk WGN

Raty kredytów hipotecznych w górę jeszcze w tym roku?

Kredytobiorco – szykuj się na cięższy czas! Po czterech latach cięć, stopy procentowe NBP znów mogą zacząć rosnąć i to jeszcze w tym roku. Wszystko dlatego, że znów dynamicznie rosną ceny. Seria podwyżek stóp procentowych przełoży się na wzrost rat kredytów, spadek zdolności kredytowej i rentowności najmu mieszkań kupowanych na kredyt.

Przez 28 miesięcy – do końca listopada 2016 mieliśmy w Polsce deflację, czyli sytuację w której ceny spadały. Najwyższy miesięczny spadek cen miał miejsce w lutym 2015 roku – wyniósł on 1,6 %. Deflacja była jednym z powodów utrzymywania rekordowo niskich stóp procentowych.

Obecnie znów panuje inflacja, a więc towary i usługi drożeją – i to dynamicznie. W styczniu tego roku wzrost był najwyższy od grudnia 2012 r. W ujęciu miesięcznym wzrósł o 0,4%, zaś w ujęciu rocznym o 1,8%. W lutym odnotowano dalszy wzrost inflacji – o 2,2 proc. rok do roku.

„Największy wpływ na ukształtowanie się wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych na tym poziomie miały w tym okresie [m/m] wyższe ceny żywności (o 1,1 proc.) oraz w zakresie rekreacji i kultury (o 0,9 proc.), które podniosły wskaźnik o 0,24 pkt proc i o 0,07 pkt proc. Niższe ceny odzieży i obuwia (o 1,8 proc.) obniżyły wskaźnik o 0,1 pkt proc.” – napisano w komunikacie GUS.

Co prawda przedstawiciele Rady Polityki Pieniężnej deklarowali, że w tym roku poziom stóp procentowych NBP nie zmieni się, jednk jeśli wysoka inflacja będzie się utrzymywać, ich stanowisko może się zmienić, a to oznacza, że pierwszy raz od ponad 6 lat stopy procentowe wzrosną pociągając za sobą wzrost rat kredytów.

Ostatnia seria cięć stóp procentowych, która zakończyła się rekordowo niskim poziomem stopy referencyjnej NBP (1,5 proc.) miała swój początek w maju 2012, gdy podstawowa stopa procentowa NBP wynosiła 4,75 proc. Od tamtego momentu ruszyła seria cięć. W listopadzie 2012 RPP zdecydowała się zmniejszyć ją o 0,25 proc. Później sukcesywnie były dalsze cięcia, które od marca 2015 zaowocowały rekordowo niską stopą procentową – 1,5 proc.

Ile za większą stopę?

Jednorazowa podwyżka stóp nie jest odczuwalna dla kredytobiorcy. Rata rośnie minimalnie. Szacuje się, że wzrost stóp procentowych o 0,25 proc. to wzrost raty od kredytu na 100 tys. zł na 30 lat – o około 15 zł.
Gorzej, gdy uświadomimy sobie, że zazwyczaj stopy wzrastają w cyklu, podobnie jak w cyklu spadają – a więc po jednym spadku lub wzroście, następuje kolejny.

Co by się stało, gdyby podstawowa stopa referencyjna NBP wróciła do poziomu z 2012 r? Z wyliczeń wynika, że rata modelowego kredytu wzrosłaby o ponad 40 proc!

Wg Amron Sarfin (raport za IV kw. 2016) średnie oprocentowanie kredytu pod koniec ubiegłego roku wynosiło 3,83 proc. (WIBOR 3M plus 2,10 proc. marży). Jeśli przyjąć, że z takim oprocentowaniem statystyczny Kowalski zadłużyłby się na 200 tys. zł, jego miesięczna rata wynosiłaby około 900 zł. Pod koniec 2012 r. wskaźnik WIBOR 3M wynosił jednak 4,6 proc. Przy takim oprocentowaniu rata równa w kredycie na 30 lat na 200 tys. zł wzrośnie o około 400 zł, a więc o około 44 proc! Jeśli ktoś ma kredyt rzędu 300 tys. zł, to jego miesięczna rata przekroczyłaby już 2000 zł.

Kto straci?

Ponieważ w perspektywie dwóch lat podwyżka stóp jest niemal pewna, posiadacze kredytów powinni się przygotować na ten czas. Najlepiej gdy robili to do tej pory, np. odkładając a nie przejadając „nadwyżkę” tzw. środki zaoszczędzone na niższej racie. Uzyskany kapitał mogliby poświęcić np. na nadpłatę kredytu, co przełożyłoby się na utrzymanie – mimo podwyżki stóp – raty na tym samym poziomie.

Podwyżka stóp uderzy także w ludzi, którzy kupowali na kredyt mieszkania z myślą o ich wynajmie. Zakupy inwestycyjne w dużej mierze odpowiadają za ostatnią koniunktrę na rynku pierwotnym. Ppodwyżka stóp sprawi, że zwrot z takich nieruchomości będzie się zmniejszał. Ratunek w postaci podwyżki czynszu może natomiast sprawić, że oferta przestanie być konkurencyjna cenowo.

Kolejna grupa poszkodowanych to ludzie, którzy dopiero chcą zaciągnąć kredyt i kupić mieszkanie. Wyższe stopy procentowe będą osłabiać ich zdolność kredytową. Wg NBP (raport za IV kw. 2016) od 2012 roku, czyli od momentu kiedy zaczęła się seria cięć stóp procentowych, rośnie dostępność kredytów mieszkaniowych. Obecnie maksymalny możliwy kredyt, przy założeniu że po spłacie raty kredytobiorca będzie dysponował dochodem na poziomie minimalnej pensji, wynosi w Warszawie około 450 tys. zł. (w 2012 r. był o ponad 100 tys. zł niższy), we Wrocławiu – około 270 tys. zł, a w Krakowie około 330 tys.

Seria podwyżek stóp uderzy więc również w popyt na mieszkania i branżę deweloperską. Oczywiście – taki czarny scenariusz nie musi się ziścić, a jeśli już to nie stanie się to szybko. Nie ma mowy o skokowej podwyżce stóp, więc nawet jeśli będziemy mieli do czynienia z serią, ewentualny wzrost stopy referencyjnej NBP do poziomy z 2012 roku zajmie kilka lat.

Marcin Moneta
Dział Analiz

Co się zmieniło w bankach po końcu Bankowego Tytułu Egzekucyjnego?

Weksel albo oświadczenie w formie aktu notarialnego o dobrowolnym poddaniu się egzekucji – to obecnie formy zabezpieczania się banków, które zastąpiły Bankowy Tytuł Egzekucyjny i które mają gwarantować bankowi przyspieszoną ścieżkę dochodzenia swych wierzytelności.

Przypomnijmy – Trybunał Konstytucyjny uznał, że BTE jest w sprzeczności z konstytucyjną zasadą równości. Dał czas do sierpnia 2016 na wycofanie go z polskiego systemu prawnego, tak stało się jednak szybciej. Już w listopadzie 2015 Sejm przyjął odpowiednią ustawę w tej sprawie.

Czym był BTE? Był specyficznym wyłącznie dla banków uprawnieniem, które pozwalało im samodzielnie wystawiać tytuły egzekucyjne. Każda inna instytucja w naszym kraju musi to poprzedzić wyrokiem sądu. Na mocy BTE, z pominięciem wyroku sądowego, egzekucja mogła się rozpocząć. Sąd nadawał jedynie tzw. klauzulę wykonalności, nie rozpatrując merytorycznie sprawy, a wyłącznie formalnie.

W praktyce więc, jeśli np. Jan Kowalski nie zapłaci jednej raty kredytu, bank mógł wystawić BTE. Tytuł postrzegany jako uprawnienie drakońskie, przez lata funkcjonował w polskim prawie i mnożyły się przykłady jego nadużywania. Jak szacuje Związek Banków Polskich, rocznie wystawiano od 300 do 500 tys. BTE. Wiele wierzytelności potwierdzonych takimi dokumentami zostało sprzedanych firmom windykacyjnym.

Windykacja z przedawnieniem i bez BTE

Co z postępowaniami wszczętymi na mocy BTE przed wycofaniem go z polskiego prawa? Banki zazwyczaj szybko pozbywały się wierzytelności. Sprzedawały je firmom windykacyjnym, które samodzielnie dochodziły pieniędzy od dłużników. Podmioty te dostały jednak silny cios orzeczeniem Sądu Najwyższego.

Na mocy jego orzeczenia wierzytelności sprzedane przez banki firmom windykacyjnym ulegają przedawnieniu po trzech latach od czasu wymagalności roszczenia.

Zgodnie z uchwałą SN z dnia 29 czerwca 2016 r. „Nabywca wierzytelności niebędący bankiem nie może powoływać się na przerwę biegu przedawnienia spowodowaną wszczęciem postępowania egzekucyjnego na podstawie bankowego tytułu egzekucyjnego zaopatrzonego w klauzulę wykonalności (art. 123 § 1 pkt 2 KC)”. Sąd uznał, że uprawnienie do wystawienia bankowego tytułu egzekucyjnego przysługiwało tylko bankom i tylko na ich rzecz była wystawiana klauzula wykonalności. Firma windykacyjna, która kupiła wierzytelność, musi wszcząć nowe postępowanie sądowe i uzyskać odrębny tytuł wykonawczego, w terminie do trzech lat od daty pierwotnej wymagalności roszczenia.

Warto o tym wiedzieć. Podmioty działające na tym rynku często bazują na ludzkiej ignorancji pism i niewiedzy. Unikanie korespondencji to wielki błąd. Osoba, wobec której roszczenie się przedawniło, powinna zgłosić zarzut przedawnienia w sądzie. Natomiast w sytuacji, gdy dostanie nakaz zapłaty, powinien napisać wobec niego sprzeciw.

Trzy kosy na dłużników

Wszystko, co zostało opisane powyżej nie oznacza jednak, że obecnie dłużnicy nie muszą się niczego obawiać, a wszystkie sprawy wylądują w sądach i będą musiały czekać na wyrok. Banki szybko znalazły instrumenty alternatywne wobec BTE.

Jednym z nich są tzw. trzy kosy (art. 777 kodeksu cywilnego). Chodzi o oświadczenie w formie aktu notarialnego o dobrowolnym poddaniu się egzekucji. W takiej sytuacji – podobnie jak w przypadku BTE – po uzyskaniu klauzuli wykonalności, postępowanie egzekucyjne może być wszczęte bez wyroku sądowego.

Na tej samej zasadzie na rynku nieruchomości istnieje tzw. najem okazjonalny. Najemca również w formie aktu notarialnego oświadcza o dobrowolnym poddaniu się egzekucji. Innym sposobem „wypełnienia dziury” po BTE może być przekazanie kredytobiorcy do podpisu weksla in blanco. Czy są to standardowe rozwiązania? Z deklaracji wielu banków wynika, że zarówno „trzy siódemki” jak i weksle nie są jednak standardowymi formami zabezpieczeń i instytucje finansowe stosują je zazwyczaj w przypadku bardziej ryzykownych kredytów czy też wyższych kwot.

Dłużnicy kredytowi w Polsce

Na koniec o portfelu zagrożonych kredytów w naszym kraju. Sytuacja pod tym względem jest stabilna Z danych Komisji Nadzoru Finansowego na III kw. 2016 wynika, że wartość kredytów zagrożonych na koniec września ubiegłego roku wynosiła nieco ponad 11 mld zł, stanowiła niecałe 3 proc. portfela kredytowego banków i spadła rok do roku o 0,6 mld zł, tj. o 5,4 proc.

Marcin Moneta
Dział Analiz WGN

Ustawa o kredycie hipotecznym będzie lepiej chronić klientów?

Trzy oferty do wyboru, jasna informacja o realnym oprocentowaniu, brak opłat za spłatę kredytu przed terminem, restrukturyzacja zadłużenia po uzgodnieniu jej formy z klientem – to niektóre zapisy ustawy o kredycie hipotecznym. Nowe przepisy mają „ucywilizować” ten rynek, zwiększyć ochronę konsumentów i transparentność oferty.  Czytaj dalej

Spowolnienie w kredytach – w 2017 roku wyniki będą gorsze

Przed rynkiem kredytowym i mieszkaniowym trudniejsze czasy. Popyt będzie słabł, a o kredyt będzie trudniej – nie za sprawą podwyżek marż, a przez planowane podwyżki stóp procentowych. Takie wnioski płyną z ostatniego raportu Amron – Sarfin dla Związku Banków Polskich.  Czytaj dalej

Skąd wziąć na wkład własny kredytu mieszkaniowego?

Wkład własny kredytu na mieszkanie to główna bolączka osób, które chcą kupić własne cztery kąty. Obecnie wynosi on już minimum 20 proc. wartości nieruchomości. Niewiele w tym zakresie pomoże MDM. Po pierwsze dlatego, że już jest na ukończeniu, po drugie – ponieważ kwota dopłaty nie wystarczy na pokrycie wkładu.

Zgodnie z rekomendacją S Komisji Nadzoru Finansowego, minimalny wymagany wkład własny kredytów hipotecznych od tego roku wynosi już 20 proc. wartości nieruchomości. KNF daje możliwość kredytowania z niższym wkładem, ale kredytobiorca w takiej sytuacji musi liczyć się z wyższym kosztem kredytu – w postaci podwyższonej marży czy też ubezpieczenia niskiego wkładu. Więc de facto te 20 proc. z własnej kieszeni mu się po prostu opłaca. Także dlatego, że sama kwota kredytu jest niższa.

Problem jednak w tym skąd wziąć tak duże pieniądze. O jaką kwotę chodzi?

Załóżmy, że Jan Kowalski myśli o mieszkaniu z rynku wtórnego, o powierzchni 60 mkw. W Warszawie, gdzie wg NBP (dane z III kw. 2016) transakcyjna cena metra kwadratowego wynosi 7300 zł, tak więc koszt zakupu nieruchomości wyniesie więc 430 tys. zł, a 20 proc. wkładu aż 86 tysięcy! W Krakowie kupujący przy aktualnych stawkach (5820/mkw.), będzie potrzebował kredytu na 349 tys. zł, a na wkład blisko 70 tysięcy. We Wrocławiu (średnia 5300 zł) będzie to około 64 tysięcy, w Poznaniu – około 60 tysięcy złotych, a w Gdańsku około 66 tysięcy.

Spośród największych polskich miast bardzo dobrze wypada Łódź. Ceny nieruchomości są tu zadziwiająco niskie. Wg NBP stawki transakcyjne za lokale wynoszą tylko 3200 zł/ mkw., co oznacza, że za 60 – metrowe mieszkanie zapłacimy średnio 192 tys. zł, a na wkład wystarczy niecałe 40 tys.

MDM to za mało

Jak już wspomnieliśmy pomocą z wkładem nie będzie program MDM. Po pierwsze dlatego, że dopłata dotyczy tylko 10 proc., a nie 20. Po drugie – ponieważ owe 10 proc. to nie odsetek z ceny mieszkania, a z kosztów budowy 50 mkw. nieruchomości. O ile więc dopłata pozwalała singlowi czy rodzinie z dzieckiem pokryć wkład, gdy wynosił 5 proc. czy w niektórych sytuacjach 10 to teraz będzie to za mało. Po zmianach ustawowych w MDM na pokrycie 20 proc. wkładu w całości z dopłaty mogą liczyć tylko rodziny z przynajmniej trójką dzieci. Inny jednak problem to fakt, że pieniądze z MDM po prostu szybko się kończą. Obecnie zostały już tylko środki z puli na przyszły rok – ostatni funkcjonowania programu i zapewne skończą się najpóźniej do wiosny 2018.

Pożyczka z banku na wkład? Wykluczone!

Osoba, która myśli o zdobyciu środków na wkład własny powinna zapomnieć o tym, by je pożyczyć z banku. Będzie to bardzo złe rozwiązanie. Po pierwsze dlatego, że uderzy w naszą zdolność kredytową, po drugie – ponieważ kredyt konsumpcyjny jest najdroższym na rynku.

Zdecydowanie lepiej jest poszukać pożyczki np. w zakładzie pracy czy od znajomych. A najlepszym wyjściem będzie „uśmiechnięcie się” do rodziny. Pożyczka w kręgu najbliższej rodziny do kwoty 9637 zł nie wymaga opłacenia podatku od czynności cywilnoprawnych. Jest możliwość zwolnienia z PCC niezależnie od wysokości pożyczki. By tak się stało, trzeba udokumentować wpływ pieniędzy na rachunek bankowy i złożyć w terminie 14 dni deklarację podatkową.

Dodatkowe zabezpieczenie

Idealne rozwiązanie to przedstawienie bankowi dodatkowego zabezpieczenia – np. drugiego mieszkania czy gruntu. Wpis hipoteki na takiej nieruchomości zostanie przyjęty przez instytucję kredytującą z „pocałowaniem ręki” i może być nawet podstawą do negocjacji znacznie lepszych warunków kredytowania. Jest to mocne i pewne z punktu widzenia banku zabezpieczenie.

Po drugie pamiętajmy, że wkładem nie musi być tylko gotówka. Jego rolę mogą pełnić mogą np. obligacje skarbowe, inne papiery wartościowe, czy środki zgromadzone na kontach. Niektóre banki honorują także zadatek zapłacony przy umowie przedwstępnej.

Z pewnością warto się postarać uzyskać środki na wymagany wkład. To nam się opłaci. Uzyskamy tańszy i bezpieczniejszy kredyt. W najgorszym razie – jeśli nie ma żadnej możliwości manewru – pozostaje jedynie oszczędzać…

Monika Prądzyńska
Dział Analiz WGN

Za kredyt od pośrednika zapłacisz w gotówce

Jeśli nowe prawo wejdzie w życie, doradcy finansowemu zapłacisz za usługi z własnej kieszeni. Taka zmiana ma poprawić jakoś usług i wyeliminować patologie – czyli oferowanie produktów, za które pośrednik ma najwyższe premie. Istnieje jednak uzasadniona obawa, że przepisy doprowadzą do końca branży jako takiej. Czytaj dalej